Kiedy poznasz swoją osobowość i karmę, wiedza pomoże Ci rozwinąć skrzydła, uzdrowić emocje ... przywrócić doskonałość duszy. Do tego służy NUMEROLOGIA.
Kiedy poznasz swoją osobowość i karmę, wiedza pomoże Ci rozwinąć skrzydła, uzdrowić emocje ... przywrócić doskonałość duszy. Do tego służy NUMEROLOGIA.

Dzieci światła

Cudowny artykuł Romana Warszewskiego trafił w sedno.

Dziecko to nie jest tania siła robocza, ani bezrozumne stworzenie które należy ukształtować - co było powszechnym przekonaniem w Europie jeszcze w latach 30 XX wieku, a na świecie wciąż jeszcze tak bywa.

Dziecko jest CUDOWNĄ, BOSKĄ, DOSKONAŁĄ ISTOTĄ, która przychodzi na świat po to aby NAS - dorosłych, uczyć.

Jest zasadą powszechną, że dziecko rodzi się spięte energetycznie z emocjami i jakością energii jednego z rodziców. Poziom i jakość tej energii jest taki sam jak poziom energii dziecka w czasie poprzedniego wcielenia przy opuszczeniu ciała. Co oznacza, że dziecko które opuściło poprzednie życie świadomie i w ciszy swego serca, urodzi się u rodziców z których chociaż jeden świadomie przygotuje się i do poczęcia i do porodu swego upragnionego dziecka.

Ponieważ rodzice muszą przeżyć kilkanaście lat, a często więcej, aby móc być rodzicami, muszą się więc nauczyć w tym życiu czegoś, czego jeszcze nie umieli kiedy tu przyszli, aby ich dziecko mogło się narodzić w poczuciu spójności energii z jednym z nich.

Tak więc każde następne pokolenie jest energetycznie wyżej wibrującą formą energii doświadczenia i świadomości. Co jest zbieżne z zaobserwowaną przez Lee Carroll i Jana Torbera prawidłowością pojawiania się na świecie dzieci świadomych swego powołania i misji. Dzieci Indygo, są nauczycielami światła, energią nowej epoki, burzycielami starych systemów władzy i kontroli, powracają do źródeł przez swoją własną niezależność, wrażliwość i poprzez swoją samoświadomość.

Poczucie misji i wyobcowania oraz konieczność życia wśród standardów społecznych skupionych na materialnych zdobyczach, prowadzi często do ucieczki w samotność. Ból niezrozumienia i poczucie gwałtu na własnej wrażliwości, może zrodzić bunt lub ucieczkę w używki.

Rodzą się dzieci światła. Jest tych dzieci coraz więcej i tak właśnie zmienia się świat wokół nas, to co kiedyś było wyjątkiem zaczyna być normą, nasze dzieci charakteryzuje wysoki rozwój wewnętrzny i samoświadomość.

Może więc na początek nauczmy się szanować normalność każdego człowieka w jego inności. Niema nas przecież dwóch takich samych. Każdy człowiek posiada niezbywalne prawo wolnej woli, niezbywalne prawo do miłości i do akceptacji takim jakim jest.

Swojego synka poznałam najpierw jako istotę, która towarzyszyła nam w domu i w czasie naszej pracy. Jego obecność odczuwaliśmy już pół roku przed poczęciem. Mój były mąż wyraźnie spostrzegł i odczuł postać starego i mądrego człowieka podczas intensywnej pracy Reiki w Łódzkim Centrum Szkoleniowym Reiki, prowadzonym przez Joasię Cygan.

Mój synek sam zapowiedział, że chce się narodzić. Ja planowałam dziecko od lat na rok 2001, zgodnie z własną wiedzą. W 1997 roku chciałam zmienić pracę. Aby dokonać wyboru pomiędzy dwiema propozycjami zaprogramowałam sen, tak aby uzyskać odpowiedź (zgodnie ze sztuką samokontroli umysły w/g metody Silvy). Ku memu zdziwieniu odpowiedź brzmiała: nie zmieniaj pracy, to jest czas na poczęcie dziecka. Nikt mi tego nie musiał dwa razy powtarzać. Wiedziałam, że bardzo stara dusza chodzi po domu i czeka. Zaplanowaliśmy więc poczęcie młodego człowieka. Muzyka, łoże po środku mieszkania, spokojna medytacja i modlitwa przed miłością ciał a wokół wiele oczyszczających świec. Tak się przygotowaliśmy na nasz pierwszy świadomy akt poczęcia dziecka.

Kiedy mój poczęty "anioł" bliski był rozwiązania prosiłam go na nocnym spacerze: "Synku tylko bardzo cię proszę o poród w nocy, kiedy energia miasta śpi, kiedy ludzie nie biegną, nie krzyczą, kiedy spokój jest maksymalny, w tym miejscu na Ziemi." I prośba moja została wysłuchana, Leonardek urodził się o godzinie 00,25. To był cudowny poród wspierany kosmiczną energią Reiki i kilkoma dobrymi duszami na ziemi.

Przez pierwsze trzy - może nawet cztery tygodnie z twarzy niemowlęcia patrzyła na nas czasem srogo stara dusza, opanowana z oczami pełnymi powagi i majestatu, potem oczy jego złagodniały i zdziecinniały.

Leonardek mając 2,5 lat ogladał ze mną "Jedyneczkę" - program dla dzieci, w którym pokazywano zamek królewski w Warszawie. W pewnym momencie kamera wjechała w długi korytarz. Spiker powiedział: "...przechodzimy do komnat królowej..." a moje zafrapowane wcześniej nowym autkiem dziecko - znieruchomiało.

Leo zamarł złapał mnie mocno i przytulił się powstrzymując łzy, a na twarzy miał wymalowane napięcie mięśni i emocji. Po czym roztrzęsionym głosem powiedział: "Mamo ale ja mieszkam tutaj, to jest mój domek? Tutaj będę mieszkał z tobą? Ty jesteś teraz moją mamą? Nie wrócę już tam?" palcem wskazywał obraz pałacowych komnat w telewizorze.

Kilka miesięcy później zapytał: "A prawda, że na urodziny kupisz mi pianino?" Kupiłam ...oczywiście, na czwarte urodziny. Dziś ma sześć lat, gra na czym się da, od dmuchania w rurę odkurzacza, po cymbałki, które konstruuje sobie z płaskich kluczy hydraulicznych: układa je od największego do najmniejszego i woła mnie: "Mamo posłuchaj jak gram!"

Pewnego dnia zaobserwował kłótnię dorosłych, podszedł do mnie i powiedział: "Mamo przecież jak im jest źle to powinni zmienić partnera." I powalił mnie tym wnioskiem swojej obserwacji. Miał wtedy pięć lat.

Wciąż w obiegowej opinii można usłyszeć, że dziecko jest jeszcze za małe, aby wiedzieć czego chce, aby wiedzieć co jest dobre i że nie należy się zdaniem dziecka przejmować. Wciąż w śród nas są ludzie którzy postrzegają dzieci jako głupiutkie i bezrozumne przeszkadzajki, albo jako potwory, które chcą wykorzystać umęczonych rodziców. Te pospolite błędne opinie często wyrażają ludzie, którzy sami tkwią w kieracie nieszczęśliwych związków, trudnej lub nie lubianej pracy, często nie posiadają poczucia własnej wartości. A więc sprzedają swoim dzieciom swoje nieszczęścia jako receptę na lepsze życie... "z pustego i Salomon nie naleje". Jeśli oni nie potrafili cieszyć się swoim życiem i kochać siebie to jakże mieli by uczyć kochać sowich bliskich? Naukę rozpocząć należy od siebie.

Dzieci do 7- 10 roku życia pracują na częstotliwości umysłu do 7 do 14 cykli na sekundę, przy napięciu ok. 100 mikro voltów (tak zwany stan ALFA - optymalny stan umysłu człowieka do nauki). Praca półkul mózgowych zdrowego dziecka przed 7 rokiem życia jest synchroniczna. To jest naturalna praca umysłu dziecka. Potem system szkolny przez używanie pamięci słuchowej i pamięci wzrokowej, i poprzez duży nacisk na logikę przyśpiesza pracę logicznej półkuli odsuwając i zaniedbując pracę abstrakcyjno wyobrażeniową i emocjonalną. W skutek tego powstaje desynchronizacja pracy półkul mózgowych i przyśpieszenie częstotliwości z 14 nawet do 32 herców a napięcie spada do 10-50 mikro voltów (tak zwany stan beta - stan zmysłowego czuwania).

Stan alfa jest dla dorosłego człowieka stanem medytacji, modlitwy, wyciszenia zmysłów, równego i spokojnego oddechu. Dla dziecka to jest naturalny stan pracy umysłu, dzieci zapamiętują wszystko co się wokół nich dzieje. Pamięć podświadoma kształtuje działania nawykowe na podstawie informacji z najwcześniejszego dzieciństwa. W naszej podświadomości siedzą zapamiętane wszystkie słowa i odczucia jakich kiedykolwiek doświadczyliśmy.

Sama jestem matką, która uczy się kochać siebie i świat, dziecko i ludzi wokół. W każdym z nas mieszka dziecko, które coś przeżyło i czegoś doświadczyło. Mam do Państwa gorącą prośbę SZANUJMY NASZE DZIECI. One nam zaufały.

Wciąż ku memu zdumieniu spotykam się z opowieściami jak to nauczyciel wyśmiał młodego człowieka za fryzurę, ubranie itp. A gdzie jest ludzkie prawo do inności? Gdzie psychologia dziecka? Gdzie pedagogika emocjonalna i emocjonalna inteligencja? Czy nauczyciele mają uczyć tylko faktów? Taki system nauczania wydaje mi się przeżytkiem, reliktem starej epoki i kosmiczną pomyłką towarzystwa adoracji starszych panów i pań w ministerstwie. Mogła bym zapytać czy ktoś raczy wreszcie odpowiedzieć na potrzeby dzieci i ich prawa faktycznym działaniem a nie gadaniem. Sądzę jednak, że nie tedy droga.

Tylko osobista świadomość wartości dziecka, tylko osobista miłość do siebie i dziecka w sobie samym, może przejawić się w działaniu na większą skalę. Tak więc poprzez własną świadomość, mówienie i pisanie o dzieciach i ich potrzebach, rozprawiamy się ze starym systemem wartości i budujemy nowy wrażliwszy świat. Do tej pracy potrzebne są otwarte umysły i ciepłe serca a nie prawa i przepisy.

Mam nadzieję, że z przebudzonych serc, jak grzyby po deszczu zaczną wyrastać nowe struktury szkół oparte o autorskie programy nauczania i wyprofilowane na rozwój emocjonalno duchowy dziecka. Marzą mi się kameralne placówki podstawowego nauczania połączone z profilem głębokiej plastycznej, muzycznej, tanecznej albo teatralnej aktywności dziecka. Nauczyciel tak zwanej kultury fizycznej, który będzie bardziej sensejem - mistrzem ciała i umysłu, niż trenerem technicznym typu wrzeszczącego sierżanta.

Nasze dzieci są bardziej eteryczne, wrażliwsze i subtelniejsze niż my. Nasze dzieci potrzebują zrozumienia i akceptacji dla swoich potrzeb. Przeobrażenie edukacji musi zrodzić się w głowach rodziców i nauczycieli, aby ziarno mogło wydać plon stokrotny.

Żywe dzieci to emocje i uczucia. To pasje i nadzieje, siła wewnętrzna i poczucie własnej wartości - na tym mi zależy jako rodzicowi. Potem na wiedzy... nie nade wszystko.

Zadzwonił do mnie wczoraj ojciec 18 latka, i ze skruchą mówi: "Proszę Pani, jak jakbym wcześniej wiedział co dziecku trzeba i jakie on ma talenty to bym go do szkoły technicznej nie posyłał. A książek takich jak Pani, wcześniej nie było, a teraz już jest za późno, czasu nie cofnę." Zaglądam w datę narodzin osiemnastolatka pod kątem numerologii i widzę szczególne zdolności sceniczne i muzyczne. Masz ci babo placek. Lepiej późno niż wcale. Ojciec okazuje się otwartym człowiekiem, sam chce się uczyć, podpytuje o literaturę i budzi mój szacunek. Oczywiście, że książki niczego w praktyce nas nie nauczą, ale horyzonty nam rozszerzają, umysł otwierają i dają wiedzę, która pomaga rozumieć innych ludzi i dokonywać w nas samych zmiany.

Tak więc polecam gorąco rodzicom, uczcie się. Dziecko to nie jest garnek. Rzecz na posiadaniu. Gorąco polecam nieustanne dokształcanie. Na początek proponuję kilka pozycji podstawowych:

"Dobra miłość, dialogi... co robić by nasze dzieci miały udane życie" Wojciech Eichelberger i Andrzej Samson w rozmowie z Anna Sosnowską. "O co pytają dzieci? O miłości i wychowaniu" Wojciech Eichelberger.

"Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" Adele Fabern i Elaine Mazlish. "Co powinni wiedzieć rodzice i nauczyciele... Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole" Adele Fabern i Elaine Mazlish przy współpracy Lisy Nyberg i Rosalyn Anstine Templeton.

"Toksyczne słowa, słowna agresja w związkach" Patricia Evans.
"Dzieci regresji. Terapia dzieciństwa." Robert Krakowiak.
"Naucz swoje dziecko myśleć" Edward de Bono.
"Podręcznik Wojownika Światła" Paulo Coelho.
"Dziecko emocjonalnie inteligentne" Maurice J. Elias, Steven E. Tobias, Brian S. Friedlander.

Ku memu przerażeniu wciąż w szkołach uczeń może usłyszeć: "nie patrz w sufit tam nie jest nic napisane" często z dodatkiem typu "ty tumoku jeden, znowu żeś się nic nie nauczył". A kiedy zgodnie z prawdą dziecko mówi: "Ale ja się proszę Pani uczyłem" riposta odsyła je już ocenione do ławki z poczuciem beznadziejności, krzywdy i poniżenia.

A gdzie jest wtedy człowiek? Uczeń?
I gdzie się taki nauczyciel uczył? Pytam. Kto mu w ogóle pozwolił dzieci uczyć jak on podstaw psychologii nie zna. Przecież ruch gałek ocznych prowadzi ścieżkę umysłu tam gdzie zostały zapamiętane informacje. To tylko postrzeganie ejdetyczne. Nic czarodziejskiego, zwykła psychologia o której każdy nauczyciel powinien wiedzieć. Powinien bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli dziecko kieruje oczy w górę i w prawo to posługuje się pamięcią wyobrażeniową i ma łatwość w przyswajaniu wiedzy zasłyszanej. Jeśli spogląda często w górę i w lewo to przypomina sobie to co widziało i zapamiętało fotograficznie. Jeśli patrzy w dół i w prawo to poszukuje wiedzy w systemie zapamiętywania smakowo- węchowego. A jeśli w dół i w lewo to poszukuje zapamiętanych wrażeń manualnych i kinetycznych.

Gdyby więc ów nauczyciel wypowiadający ignoranckie bzdury, miał wiedzę i świadomość, tego że każdy człowiek posługuje się różnymi sposobami zapamiętywania może mógł by powstrzymać się od uszczypliwości. Zwykle każdy z nas ma jeden lub dwa dominujące systemy zapamiętywania. Z łatwością można zaobserwować, że zawsze słabiej w systemie oświaty logicznej i faktograficznej radzą sobie dzieci z dominującym sposobem zapamiętywania położonym w ośrodkach kinetycznych oraz w zmysłach węchu i smaku.

Dzieci szczególnie wrażliwe, intuicyjne są istotami, które zdarzają się z twardym światem poprzednich pokoleń. Jeśli my dorośli nauczymy się szanować dziecko, jako dar niebios i nauczymy się realizować nasze autentyczne wewnętrzne potrzeby, to będziemy mogli pokazać naszym dzieciom skrzydła samorealizacji i damy im pierwsza lekcję latania, reszta będzie już własną drogą wolnych doświadczeń i nauką.

JEDYNE CO MOŻEMY DAĆ DZIECKU TO MIŁOŚĆ I POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI.

Traktuje mojego syna jako najdoskonalszego nauczyciela. Cudowną istotę, która zaufała mi decydując się na wcielenie jako moje dziecko. Ta bosko doskonała istota zaufała mi, że otrzyma wszystko czego potrzebuje do własnej nauki i rozwoju: miłość, akceptację i wolność.

Anioły latają nisko... Dzieci Światła są wśród nas.

Małgosia Brzoza numerolog

Kontakt

 numerolog@numerolog.net

numerolog 1