Kiedy poznasz swoją osobowość i karmę, wiedza pomoże Ci rozwinąć skrzydła, uzdrowić emocje ... przywrócić doskonałość duszy. Do tego służy NUMEROLOGIA.
Kiedy poznasz swoją osobowość i karmę, wiedza pomoże Ci rozwinąć skrzydła, uzdrowić emocje ... przywrócić doskonałość duszy. Do tego służy NUMEROLOGIA.

Reinkarnacja

Poszukujemy różnych sposobów aby dowiedzieć się kim byliśmy. Ale czy zadajemy jednocześnie pytania kim jesteśmy? Jeśli szukasz wiedzy o swej przeszłości tylko dla własnej ciekawości to trwonisz czas. Twój opiekun duchowy da ci wszystko co ci potrzebne do rozwoju więc zaufaj mu i sobie, potrafisz iść do światła wewnętrznego spełnienia. Częścią tej drogi jest spontaniczne przypominanie sobie przeszłości.

Ważne miejsca.

W moim życiu miejscem kluczem jest klasztor rycerski zamek Joanitów w wiosce Pęzino koło Stargardu Szczecińskiego. Wychowywałam się trzy kilometry od zamku, widując go tylko w niedziele, przy okazji wizyt w kościele. Odkąd pamiętam prosiłam mamę o powrotną, dłuższą, drogę przez podwórze zamkowe (w latach 70 zamek zamieszkiwali pracownicy PGR- u). Zawsze towarzyszyło mi uczucie radości, ujęte w wyrażeniu "nareszcie... mój kochany". Zamek przed restauracją w latach dziewięćdziesiątych bliższy był kształtowi wyjściowemu z XIV w. Mając sześć lat przeżyłam w nim dwie silne wizje, namacalne, łącznie ze zmianą aury miejsca, pogody i spostrzeżeniem innego drzewostanu.

Pierwsza dana mi była przy wchodzeniu na zamkowe podwórze od strony dawnego mostu zwodzonego, od strony bagien. Widziałam kobietę, młodą ok. 22 lata, brunetkę w długiej, aksamitnej, ciemnej sukni. Kobieta ta przechadzała się kamienną wąską galeryjką na piętrze, z wyraźnym oczekiwaniem i tęsknotą. Siebie zaś odczuwałam jako młodego mężczyznę, stojącego na dziedzińcu, trzymającego uzdę konia.

Pewnego dnia, mama pozwoliła mi wejść na piętro zamku, gdzie ówcześnie mieściły się mieszkania rolnych robotników. Komnaty poprzegradzane meblami, zasłonami na rurkach, wymalowane na żółto farbą z klasycznym zielonym wałkiem pokrywały ściany do ok. dwóch metrów. Rozbolał mnie brzuch, silnie i nagle, ścisnęło mi serce, oniemiałam z wrażenia i wielki ból ścisnął mi gardło. "Co oni zrobili z moim zamkiem!", płakałam... i nie chciałam go już więcej oglądać w takim stanie, od tego momentu wolałam już nie podchodzić za blisko, aby nie czuć tej straty i bólu.

Zamek ten był niegdyś połączony pod rzeką korytarzem z bratnim mu kościołem. Kościół ów zawsze mnie wyciszał i jest dla mnie wyjątkowy ponad wszelkie inne. W wieku około czternastu lat, w tłumie ludzi na niedzielnej mszy, "mój" kościół wrócił... ludzie zniknęli, nie był tak jasny, właściwie pogoda musiała być na zewnątrz ponura. Wnętrze zubożało do stołu ołtarzowego i kilku surowych, drewnianych ław. Byłam mężczyzną, ok. czterdziestoletnim, rycerzem z ciążącym poczuciem obowiązku i odpowiedzialności. Klęczałam na jednym kolanie i wspierałam się na obnażonym mieczu dł. Ok. 1,4 metra. Siwiejące długie do ramion włosy i kilku centymetrowy zarost, skrywały twarz. Królowało uczucie spokoju i ciszy, cudownej głębokiej ciszy i świadomość tego, że napawam się nią, bo odtąd nie doświadczę jej już zbyt szybko. Moi rodzice, w wędrówce za chlebem przenieśli się do Sosnowca. W tym nowym miejscu, szczególnym sentymentem obdarzyłam tak zwany Pałacyk Myśliwski nad Przemszą. Sosnowiec uwarzano za młode, przemysłowe miasto, bez korzeni historycznych. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych, remont piwnic Pałacyku Myśliwskiego, odsłonił mury trzynastowiecznego klasztoru templariuszy, na którym wzniesiono późniejszy pałacyk. Co do tego miejsca, wiem na pewno, że tu byłam tylko gościem.

Wizje związków.

Uwikłana z zablokowania seksualne, w kilka lat po ślubie stanęłam nad realną wizją rozwodu, i ... pojawił się on. Mężczyzna, który spędził ze mną noc bez aktu seksualnego, aczkolwiek sama jego obecność wprowadzała wibracje zdrowej seksualnej wrażliwości. Tą jedną nocą przyjaciel, udowodnił mi istnienie mojej własnej seksualności. Kiedy o nim myślę, czerwono pomarańczowe iskry światła płyną w przestrzeni.

Kiedyś byliśmy razem...w ciepłych Indiach... on w rozpiętej jasnej, bluzie...gdy kamasutra nie miała przed nami tajemnic. Migdałowe oczy i brązowa skóra lśniły słońcem. Pochylał nade mną swoje usta. Widzę jak odchodzi drogą pod górę, niosąc na gołych plecach szmaciany tobołek.

Moja mama z tego życia, jest osobą bardzo wierzącą i bardzo katolicką. W młodości chciała zostać zakonnicą i przebywała czasowo w zakonie żeńskim. Ok. mojego piętnastego roku życia podobne myśli traktowałam poważnie, i zdaję sobie sprawę że mogła to być niespełniona projekcja pragnienia mamy. Pewnego dnia nagle wpadła w złość i powiedziała, że to nic przyjemnego jak ci każą prać i sprzątać o chlebie i wodzie. Co było dziwnym zachowaniem w tej kwestii z jej strony.

Schowałam się w swoim pokoju, zastanawiając się skąd się wziął tak silny wybuch mamy. Później, gdy miałam siedemnaście lat, zobaczyłam siebie, jako ok. trzynastolatkę, bardzo ubogą, w postrzępionym lnianym suknie, klęczącą na korytarzu wielkiej gotyckiej budowli, z drucianą szczotką w dłoni szorowałam podłogę. Było mi ogromnie zimno, popatrzyłam na swoje stopy, były gołe. Obok moich stóp stało drewniane wiadro z przewieszoną przez krawędź ścierką. Wiem, że wtedy moja dzisiejsza mama była moją przełożoną i że życie moje w tamtym wcieleniu zakończyło się wkrótce wielkim kaszlem. Od momentu uświadomienia sobie tego zdarzenia, moje powracające niczym bumerang, zapalenia oskrzeli minęły na dobre.

W 1997 roku na kursie numerologii w Poznaniu, dzieliła ze mną pokuj doświadczona i głęboka duchowo osoba - Bożena z Torunia. Traktowała mnie z dystansem, ale bardzo ciepło i serdecznie. W przerwie zajęć przebywałam w ogrodzie, patrzyłam na Bożenę, sceneria z przeszłości nałożyła się na teraźniejszość. Zobaczyłam ją jako nauczycielkę w białej tunice, tłumaczącą coś grupie podobnie ubranych mężczyzn i kobiet, wśród których stałam. Wiem, że kiedyś już mnie uczyła, w wysokiej górskiej grocie.

Dźwięk i obraz.

Mając piętnaście lat zaczytywałam się w Danikenie, zobaczyłam "Bramę Słońca" z Tetichuakan, i... stałam tam przednią, a właściwie wchodziłam do wielkiego srebrzystego oświeconego korytarza, nacisnąwszy przed wejściem przycisk z prawej strony wejścia, na zewnątrz panował wieczorny półmrok, śpieszyłam się na spotkanie z dużo starszym mężczyzną, który był lekarzem. Ocknęłam się przed książką, patrzyłam na słoneczną fotografię i pytałam siebie jak niewiele z tego zostało i jak to było dawno. Tęskniła za nim, za jego radą i oparciem.

Mój niespełna trzyletni synek, oglądał w życiu kilka zamków i pałaców bez specjalnego zainteresowania. Pewnego dnia oglądał ujęcie z Zamku Królewskiego w Warszawie w programie dla dzieci "Jedyneczka".

Nagle znieruchomiał, usiadł i zapadła cisza. Podniósł rączki i zaczynał płakać, wdrapując mi się na kolana. Przytuliłam go, zakołysałam już miałam zapytać co się stało, gdy powiedział: "Mamusiu, ale ja jestem twoim synkiem, tutaj jest mój domek, to jest mój domek..., nie chcę mieszkać w zamku...-chlipał, nie chce być królem. Tu jest mój domek." Był naprawdę przestraszony. Powinnam nadmienić, że nie znał bajek o królach i królewnach, bowiem dotychczas wychowywaliśmy go na Muminkach, Kubusiu Puchatku, opowieściach o zwierzątkach i Lokomotywie.

Wspomnienia w snach.

We wczesnym dzieciństwie ok. dziewiątego roku życia rozpoczęły się moje cykliczne sny o drodze przez las iglasty, którą przemierzałam w półmroku, ubrana w długą spódnicę i kaftan, niosąc wiklinowy kosz, miałam brązowe długie włosy zaplecione w warkocz. W śnie tym narastał strach. Sen powtarzał się co kilka tygodni posuwając akcję o kilka sekund dalej. Kolejne spotkania z tym snem, przyniosły poczucie zagrożenia i pojawienie się nadchodzących z przeciwnego kierunku dwu mężczyzn. Kiedy doszło do mijania na szlaku, przyśpieszyłam kroku. Poszli dalej, minęli mnie, ale potem zwolnili... zawrócili i podeszli bardzo blisko. Jeden z nich niósł w ręce siekierę. Na tym sen się zatrzymał. Powrócił jeszcze raz odegrany do tego momentu, ale wtedy patrzyłam z pozycji widza, z wysokości nieco z prawej strony widzianej dziewczyny i powiedziałam, że nie chcę go dalej oglądać. Ustał.

Język z nikąd.

Wyjechałam na jedyne kolonie w moim życiu, w siódmej klasie. Po tygodniu zaciekawienie moją osobą wzrosło dość znacznie. Dziewczęta zakładały się o to czy dziś też będę mówić przez sen. W domu po powrocie w nieregularnych odstępach czasu zdarzało mi się coś powiedzieć, nigdy nie były to jednak długie wypowiedzi. Zdolność ta wzrastała na wycieczkach szkolnych, które zwykle wiodły nas w góry. Pewnego dnia chłopcy z klasy nagrali fragment takiego przemówienia, niestety kaseta nigdy nie dostała się w moje ręce. Nie był to żaden z popularnych języków, przez kilka dni próbowali go rozgryźć, potem kasetę nagrano powtórnie piosenkami.

Mówienie przez sen innym językiem powróciło do mnie w jednym z wynajmowanych mieszkań (było to szczególnie sensytywne miejsce). Mój mąż próbował kilka krotnie nagrać cokolwiek, powrót języka ograniczał się jednak do kilku zdań, wypowiadanych w nocy w nieregularnych odstępach czasu. Nie pamiętam fabuły żadnych snów związanych z tymi wypowiedziami. Pamiętam tylko, że zawsze były to bardzo poważne, lub burzliwe, rozmowy mnie kobiety z mężczyzną, który był znacznie starszy i był moim przełożonym, dowódcą. Ubrani byliśmy w dopasowane do ciała kombinezony, przypominające uniformy "gwiezdnej floty".

Wizje spontaniczne.

W 1997 roku remontowaliśmy mieszkanie, pracy było wiele. Wieczorem położyłam się odpocząć... bolały mnie plecy, zobaczyłam siebie, a właściwie swoje ciało choć było to ciało młodego mężczyzny, dryfujące w zimnej wodzie ku szarym skałom wysokiego wybrzeża. Pomyślałam, że może rozbić się o wystające z wody skałki, potem jednak (patrząc z góry) zauważyłam, że ciało to leży na brzuchu, już nie oddycha a plecy są poważnie poparzone, tak że resztki koszuli falowały wypływając spod ramion. Patrzyłam na to ciało i dotarło do mnie powoli, że to moje ciało, że tym razem taki był koniec.

Takie właśnie zdarzyły mi się spontaniczne wizje reinkarnacji. Nie są dowodem dla sceptyków, są wewnętrzną intymną częścią każdego człowieka bez względu na to czy szukasz ich czy też nie. Pojawiają się wtedy, gdy są potrzebne do zrozumienia samego siebie.

Małgosia Brzoza numerolog

Kontakt

 numerolog@numerolog.net

numerolog 1